Zamach na działki
 
Kliknij, aby powiększyć
- Szykują nam drugą nacjonalizację majątku. To nie dar „uwłaszczenia”, lecz próba wyrzucenia z prywatnej własności - mówi z rozgoryczeniem o planach PiS dotyczących działek Benedykt Piekarski ze Szczecina, który gospodaruje na swojej działce już 35 lat. Na zdjęciu z żoną Marianną.
Fot:
Andrzej Szkocki

- Jak mi teraz zabiorą działkę, rozchoruję się. Nie wyobrażam sobie życia bez tego ogrodu. Bez wszystkiego, w co włożyłam pół życia, co tu posadziłam, wypielęgnowałam i wyhodowałam - mówi z oburzeniem Alicja Fuszpańska o krążących wśród działkowiczów informacji na temat planów PiS "uwłaszczenia” ogrodów rodzinnych, zwanych do niedawna pracowniczymi.

Jeszcze przed wyborami PiS, mówiąc o uwłaszczeniu działek w ramach tzw. paktu stabilizacyjnego, podkreślał oddanie ich na własność dotychczasowym użytkownikom. Później pojawiły się trzy wersje projektu ustawy o "samorządnym ogrodnictwie działkowym”, tj. radomska, ostrowska i lidzbarska nazywane od miejsc, gdzie powstały. Każda z nich, w opinii działkowiczów, jest dla nich niekorzystna.

- Bez względu na to, jak tłumaczono chęć zmian, każda wersja bije w działkowiczów -twierdzi Bronisław Winiarski, członek społecznego zarządu Rodzinnych Ogrodów Działkowych im. Przyjaźń w Szczecinie. - Pozbawia się ich ochrony przed zabraniem działek przez gminę. A w przypadku likwidacji działek nie będą mieli gwarancji, że otrzymają działki zamienne i odszkodowanie za majątek, który pozostał na likwidowanych działkach.

Dziś działkowicze mają prawo do odszkodowania, o ile gmina zgodnie z planem zagospodarowania przestrzennego przejmuje działki i otrzyma na to zgodę zarządu działek. Płaci się więc użytkownikowi za każde drzewko, krzak, wieloletnie rabaty, ujęcie wody, prądu, altankę i całą infrastrukturę.


 



 


Marek Rudnicki, 2 października 2006 r.