Odmawiają im śmierci w szpitalu
 
Kliknij, aby powiększyć
- Stasiu zmarł w tym łóżku - mówi zrozpaczony Roman Oczoś.
Fot:
Anna Starosta

Już drugi raz w tym roku szpital w Świnoujściu odesłał śmiertelnie chorego do schroniska dla bezdomnych. Umierał na naszych oczach - mówią mieszkańcy schroniska.

W czwartek w schronisku dla bezdomnych w Świnoujściu zmarł człowiek. Poprzedniego dnia odesłano go ze szpitala. W karcie wpisano, że pacjent nie wymaga pobytu na oddziale internistycznym. Karetka pogotowia odwiozła go więc do schroniska dla bezdomnych. Zmarł następnego dnia. Do końca byli przy nim koledzy z pokoju. Teraz, jak mówią przez łzy, mogą się tylko modlić o jego duszę i o siebie, aby spotkał ich lepszy los.

- To już druga, w tym roku, ofiara złej polityki socjalnej miasta - mówi Roman Oczoś, kierownik schroniska dla bezdomnych Fundacji Instytut Brata Alberta w Świnoujściu. - Dlatego przed miesiącem, po śmierci innego podopiecznego, złożyłem doniesienie do prokuratury o popełnieniu przestępstwa.

Wiesław Sarapak, ordynator oddziału wewnętrznego świnoujskiego szpitala tłumaczy, że nie było bezwzględnych wskazań do hospitalizacji. Dlatego pacjent został odesłany do schroniska. W karcie czytamy między innymi, że pacjent był skierowany na oddział z powodu wyziębienia organizmu. Jest też wzmianka o tym, że chory jest pod wpływem alkoholu, jest brudny i ma pluskwy.

- Może dlatego Stasiu nie mógł zostać w szpitalu? - pytają załamani mieszkańcy schroniska.

 

Anna Starosta, 18 lutego 2006 r.                  Dodaj swoją opinię na Forum