Prokuratura sprawdza wyrzutnię rakiet

 

Niewykluczone, że świnoujscy celnicy pospieszyli się z zatrzymaniem elementów wyrzutni rakietowych, które miały popłynąć promem do Norwegii.

Celnicy uznali bowiem, że konstrukcja może mieć podwójne zastosowanie: wojskowe i cywilne. A skoro tak, to jej wykonawca i nadawca firma „Famak” z Kluczborka powinna mieć zgodę ministra infrastruktury na jej wywóz z kraju.

- Takiej zgody nie było w dokumentach przewozowych, więc transport został zatrzymany do wyjaśnienia - mówi Janusz Wilczyński, rzecznik prasowy Izby Celnej w Szczecinie.

Rzeczywiście wyrzutnie rakiet znajdują się na liście towarów podwójnego zastosowania, ale tylko te, które mają zasięg powyżej 300 kilometrów.

- A nasza ma tylko 1450 metrów zasięgu - mówi dyrektor techniczny firmy „Famak” Zbigniew Sobota. - I ma zastosowanie wyłącznie do celów meteorologicznych.

- Naukowo-badawcze przeznaczenie wyrzutni potwierdziła norweska firma, która jest jej odbiorcą - mówi Małgorzata Wojciechowicz, rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Szczecinie. - Mimo to musimy to jeszcze dokładnie sprawdzić. Mamy na to trzydzieści dni.
Z powodu zatrzymania przesyłki na granicy „Famak” traci pieniądze.

- Zlecenie wykonaliśmy, a pieniędzy nie mamy, bo towar nie dotarł jeszcze do odbiorcy - rozkłada ręce Zbigniew Sobota. - Na wysyłkę do Norwegii czeka u nas jeszcze jedna ciężarówka z drobniejszymi elementami wyrzutni.

Rzecznik Izby Celnej Janusz Wilczyński mówi, że nawet jeśli konstrukcja nie wymagała zezwolenia ministra infrastruktury, to firma z Kluczborka nie ma szans na żadne odszkodowanie.

- Mamy prawo do kontroli zgodnie z przepisami celnymi i tak było w tej sytuacji - dodał.



ha, 11 października 2005 r.