Owacje dla królowej
 
Kliknij, aby powiększyć
Na lotnisku w Goleniowie wszyscy chcieli mieć pamiątkowe zdjęcie z Miss Polonią 2006. Rodzice i siostra (na zdjęciu) musieli cierpliwie poczekać zanim udało im się sfotografować z Marzeną.
Fot:
Marcin Bielecki

Takiego powitania w Wolinie nie miał jeszcze nikt. Ponad tysiąc mieszkańców witało Marzenę Cieślik, najpiękniejszą Polkę 2006 r.

- To nasza wolinianka. Nasza duma. Wszyscy chcieliśmy ją zobaczyć - mówiła Cecylia Robińska. Na przyjazd Marzeny ułożyła specjalnie wiersz. Nazwała ją w nim "Małyszem Wolina i ambasadorem”.


Materna niepocieszony

Marzena Cieślik przyjechała do Wolina po tygodniu spędzonym w Warszawie. To była jej pierwsza wizyta w domu od czasu, gdy dostała koronę Miss Polonia 2006 r. Mieszkańcy zgotowali jej królewskie powitanie. Najpierw na lotnisku w Goleniowie czekała na nią kilkudziesięcioosobowa grupa znajomych i sąsiadów.

Na miss chcieli też popatrzeć pracownicy lotniska. Niektórzy na chwilę przerwali pracę. Gdy w końcu po odprawie celnej Marzena pojawiła się w holu przywitały ją śpiewy i oklaski. W samolocie leciała razem z Krzysztofem Materną. Satyryk był wyraźnie niepocieszony, gdy na lotnisku okazało się, że nikt nie zwrócił na niego uwagi.

- Dziękuję wszystkim, którzy trzymali za mnie kciuki. Gdyby nie wy pewnie nigdy nie zdecydowałabym się stanąć do tego konkursu - mówiła najpiękniejsza Polka.

Dziesięć minut później czekała ją kolejna niespodzianka. Przed lotniskiem ustawił się rząd samochodów i najlepszych motocykli. Kolumnę otwierały trzy harleye i policyjny radiowóz. Za nimi jechał czarny mercedes, do którego wsiadła Marzena. Dalej pozostałe auta i motory.

- Chcieliśmy pokazać jak bardzo się cieszymy z sukcesu naszej wolinianki - mówił Bogdan Wilkowski, burmistrz Wolina.


Chcieli ją nieść na rękach

Ale największa niespodzianka czekała w Wolinie. Na przyjazd Marzeny przyszło ponad tysiąc osób. Od dwóch dni strażacy-ochotnicy jeździli po mieście i przez megafon zapraszali mieszkańców na wolińskie błonia.

Wielu z nich miało kwiaty. Każdy chciał uścisnąć dłoń Miss Polonii i pogratulować sukcesu. Były nawet propozycje, aby nieść ją na rękach. Gdy w końcu Marzena wyszła z auta wszyscy zaczęli bić brawo. Odśpiewano "sto lat”.

- Wygląda cudnie - wzdychał 40-letni mężczyzna. Po tej chwili szczerości dostał kuksańca w bok. Jak się okazało od własnej żony.

- Ładna, ale twoja żonka też jest niczego sobie. Nie wzdychaj tak, bo jak wrócimy do domu to nie dostaniesz kolacji - odpowiedziała mężowi.

Po spotkaniu z mieszkańcami (wielu było zawiedzionych, że tak krótkim) Marzena "dostała się” w ręce wolińskich wikingów. Na wyspę popłynęła specjalną łodzią. Musiała ubrać też strój wikinga. Otrzymała specjalny naszyjnik z krzyżykiem, który ma jej pomóc w osiąganiu sukcesów i odstraszać smutki. Miss Polonia objęła honorowy patronat nad przyszłorocznym Festiwalem Wikingów. Potem znów spotkała się z mieszkańcami.

- Chciałabym wszystkim Państwu uścisnąć dłoń i bardzo podziękować za takie przyjęcie. Postaram się was nie zawieść - mówiła.


Rosół i ciasto

Wieczór spędziła z rodzicami i siostrą. Jej blok sąsiedzi udekorowali kwiatami.

- Specjalnie dla niej ugotowaliśmy jej ulubiony rosół, ciasto jogurtowe i sałatkę z ananasów - mówiła Monika, siostra.

Do końca tygodnia Marzena zostaje w Wolinie. Potem wyjeżdża na dwa miesiące do Warszawy. Tam 30 września będzie walczyć o tytuł Miss Świata.

- Na razie o tym nie myślę. Cieszę się, że jestem w domu. Mam zamiar porządnie się wyspać i spędzić tych kilka chwil z rodziną - mówiła Marzena.

Tymczasem mieszkańcy Wolina już snują plany jak ją przywitają, gdy wróci z koroną Miss Świata.

* * *
Fotoreportaż z wizyty najpiękniejszej Polki w Wolinie - jutro w "Głosie”.



Mariusz Parkitny, 24 sierpnia 2006 r.