Jak w "Misiu"
 
Kliknij, aby powiękrzyć
 

W szczecińskim supermarkecie "Lidl" nie sprzedali słodyczy na świąteczne paczki dla dzieci. - Nie chcę pustych półek - mówi kierowniczka sklepu. Klientom zabroniła "na zawsze" zakupów w markecie - jak w "Misiu" Barei.

Członkowie Szczecińskiego Stowarzyszenia Sportu i Rekreacji mieli przygotować paczki na święta dla trzystu dzieci. Pojechali do "Lidla".

- Chcieliśmy kupić słodycze - mówi Krzysztof Ćwikliński, przedstawiciel stowarzyszenia. - Pracownicy sklepu kazali nam zapakować towar do wózków i zapłacić w kasie.

Stanęli w kolejce do kasy z wózkiem wypełnionym dwustoma torebkami cukierków i 12 kartonami żelków. Gdy większość towaru była już skasowana, pojawiła się kierowniczka sklepu.

- Kazała nam oddać towar, potem wyszła na zaplecze sklepu, a paragon dziwnym trafem "sam się anulował" - opowiada Krzysztof Ćwikliński. - Gdy kobieta wróciła, z dumą oświadczyła, że "nawet kasa nie przyjmuje takich ilości towaru".

Pan Krzysztof poprosił więc o odmowę sprzedaży towaru na piśmie. Kierowniczka napisała: "Odmowa wykupienia całego towaru (pozostawienia pustych półek)". Na kwicie się nie podpisała. Przedstawiciele stowarzyszenia po raz kolejny usłyszeli, że to tajemnica.



Monika Stefanek, 17 grudnia 2005 r.