Dzikie świnie terroryzują miasta
 
Kliknij, aby powiękrzyć
Myśliwi podkreślają, że zwierzęta powinny zamieszkać tam, gdzie ich miejsce, czyli w leśnych ostępach.
Fot:
Sławomir Włodarczyk

Mamy problem z dzikami na Pomorzu Zachodnim. W wielu miejscowościach, głównie wzdłuż wybrzeża Bałtyku i na południu regionu, zwierzęta tak się rozpanoszyły, że urzędują już w parkach, na ogródkach działkowych, a nawet zaglądają w obejścia ludzkich osad. Tak jest na przykład w Międzyzdrojach i Międzywodziu.

Samorządowcy nie mają wyjścia. Z dzikami trzeba walczyć. Oczywiście, w pokojowy sposób - przechytrzyć, pochwycić i wywieźć do lasu. O pomoc poproszono myśliwych, leśników, strażników miejskich, a nawet żołnierzy (w oddalonych garnizonach).

Pierwsi na wojnę z dzikami poszli w Szczecinie. Myśliwi postanowili zwabić zwierzęta do specjalnej pułapki. - Spotkanie z dzikiem do przyjemności nie należy. Pół biedy, jeśli locha nie prowadzi młodych. Gdy warchlaki są przy matce, zwierzę może być agresywne i zaatakować człowieka - tłumaczy Ryszard Czeraszkiewicz, łowczy miejski.

Podobne działania zapowiedzieli też samorządowcy w Świnoujściu, Międzyzdrojach, Mrzeżynie i innych miejscowościach nad Bałtykiem, gdzie dzików bywa więcej niż turystów. Nie mniejsze watahy biegają w miastach na południu województwa.
Myśliwi nie próżnują. W latach 2004 i 2005 na terenie szczecińskiego okręgu PZŁ od kul łowców padło blisko 11,5 tysiąca sztuk dzików.



Sławomir Włodarczyk, 16 grudnia 2005 r.