Niemcy przyblokowali nasze promy
 

Trzy polskie promy musiały nagle zmienić kurs, aby wpłynąć do świnoujskiego portu. Niemiecka marynarka wojenna nie powiadomiła strony polskiej, że na torze podejściowym do naszego portu będą ćwiczyć ich okręty.

Wczoraj „Dziennik” napisał, że niemieckie okręty wpłynęły na polskie wody terytorialne w okolicy Świnoujścia i bez naszej wiedzy i zgody przeprowadziły tam manewry. Ministerstwo Spraw Zagranicznych zażądało wyjaśnienia od rządu niemieckiego. Informacja nie do końca okazała się prawdziwa.

Niemieckie okręty rzeczywiście ćwiczyły bez naszej wiedzy i zgody, ale żaden z nich nie przekroczył granicy naszych wód terytorialnych. Jednostki wpłynęły na tor podejściowy do świnoujskiego portu, który nie leży na naszych wodach terytorialnych. Leży na wodach, które traktowane są jako terytorialne Niemiec. Spór o nie pomiędzy Polską a Niemcami trwa już od ponad 15 lat. Mimo że tor leży po niemieckiej stronie, obowiązuje na nim prawo swobodnego przepływu jednostek. Potwierdza to nasza Marynarka Wojenna, której niektórzy zarzucają, że nie interweniowała.

- Nie było naruszenia polskich wód terytorialnych - mówi dobitnie Bartosz Zajda, rzecznik prasowy dowódcy MW w Gdyni.

W czasie, gdy Niemcy ćwiczyli na torze podejściowym, do Świnoujścia powracały ze Skandynawii trzy polskie promy. Ich kapitanowie zostali przez radio poproszeni przez Niemców o zmianę kursu. Kapitanowie powiadomili o tym Urząd Morski w Szczecinie, a ten Ministerstwo Gospodarki Morskiej, które z kolei przekazało sprawę Ministerstwu Spraw Zagranicznych. Nasze jednostki zmuszone były nadłożyć drogi o około 1 milę morską. Prom „Wawel” przybił z tego powodu do Świnoujścia o 15 minut później, niż powinien. Dwa pozostałe przypłynęły zgodnie z planem.

Zdaniem ministra gospodarki morskiej Rafała Wiecheckiego, wymuszona zmiana kursu przez polskie promy wiązała się z niebezpieczeństwem. Jednostki płynęły bowiem na znacznie płytszych wodach. Do chwili otrzymania wyjaśnienia od strony niemieckiej, MSZ nie udziela dalszych informacji na temat zajścia.

- To pierwszy taki incydent na tych wodach od wielu lat - mówi Zenon Kozłowski, dyrektor Urzędu Morskiego w Szczecinie. - Oprócz promów, inne jednostki nie zgłaszały nam żadnych problemów z wejściem do portu.



ha, 25 sierpnia 2006 r.