Awaria prądu - kto zawinił?
 
Kliknij, aby powiękrzyć
- My nadal nie mamy prądu, linie są przerwane - mówią Zenon Fraczak i Jan Kujawski, mieszkańcy ul. Golęcińskiej na os. Glinki w północnej części Szczecina. (Marcin Bielecki) 

Energetycy oraz mieszkańcy Szczecina i Pomorza Zachodniego w jednym są zgodni: od czasów wojny nie było takiej katastrofy energetycznej.

Nie było żadnego pogodowego kataklizmu, tajfunu itd. Padał śnieg. Co wystarczyło, by 400-tysięczne miasto i setki miejscowości naszego regionu zostały bez prądu, ciepła, wody, by nie działały sklepy, banki, stacje paliw, piekarnie itd. Aż strach pomyśleć, co by się stało, gdyby jakieś pogodowe anomalia zaistniały. Nie możemy więc bagatelizować tego stwierdzeniem - siła wyższa!

Gdy tylko w Szczecinie zaczęły działać telefony, do redakcji dzwonili Czytelnicy z pytaniem: dlaczego doszło do takiej katastrofy, czy można było tego uniknąć, kto odpowiada za zaistniałą sytuację?

To był kataklizm

- Padły dwie linie wysokiego napięcia 220 kV, Krajnik-Glinki i Morzyczyn-Police, którymi zarządzają Polskie Sieci Energetyczne oraz trzy nasze, o napięciu 110 kV: Morzyczyn-Pomorzany, elektrociepłownia Szczecin oraz łącząca obie szczecińskie elektrociepłownie - przypomina Jarosław Dobrzyński ze szczecińskiego oddziału spółki Enea Operator.

W regionie, tylko w okolicach Międzyzdrojów powalonych zostało 50 słupów. W sumie awarii uległo 900 stacji transformatorowych, z czego w Goleniowie i wokół tego miasta aż 600. Aż 8 słupów wysokiego napięcia skręciło się pod naporem obciążającego linie śniegu i powalonych drzew.

Jarosław Dobrzyński z Enei Operator przekonywał wczoraj, że nikt nie był w stanie przewidzieć takiej katastrofy. Wskazuje wiele czynników.

- Intensywne opady mokrego, ciężkiego śniegu, podmokły grunt i drzewa walące się pod naporem tego śniegu - wylicza Dobrzyński. - Są miejsca, gdzie praktycznie pochyliła się cała ściana lasu, np. w okolicach Golczewa. Nie umiem powiedzieć, co z tym zrobić. Cały las wyciąć? Bo wzdłuż linii energetycznych wycinka jest prowadzona.

Zbyt wąski pas?

Wzdłuż linii wysokiego napięcia ciągnie się tzw. pas bezpieczeństwa. Gdyby był odpowiednio szeroki, nie było by możliwości, by przewracające się drzewa spadły na linie energetyczne.

- Owszem, ale to pytanie prosimy kierować do ministra ochrony środowiska, ekologów - odpowiada nam jeden z pracowników spółki Enea Operator. - Zgodnie z naszymi normami, gałęzie drzew skrajnej ściany po dogięciu nie mogą zachodzić na linie. Normy nie przewidują pasa, licząc położenie do pnia położonego promieniście drzewa. Pas musiał by być dużo szerszy, a na tak dużą wycinkę drzew nikt w Polsce nie pozwoli. Ani minister ochrony środowiska, ani ekolodzy.

Jego zdaniem dotychczasowa praktyka pokazywała, że obowiązujące normy wystarczały. Podobne stosują także inne kraje w Europie.

- Nie zabezpiecza się linii na długość przewróconego pnia - wyjaśnia nasz rozmówca. - A tu mieliśmy przypadki, że na jednym przęśle dociążonym śniegiem zawisło kilka drzew, które zrywały przewody i powodowały skręcenie się potężnych, metalowych konstrukcji. Każda linia ma tzw. paszport wytrzymałości, ale nawet takie konstrukcje nie mogły wytrzymać naporu wywracających się drzew.

Prokuratura nie zajmie się prądem

Nie będzie śledztwa w sprawie wtorkowej katastrofy energetycznej w Szczecinie. Według śledczych zawiniła pogoda.

- Nie przewidujemy żadnego postępowania w tej sprawie. Ta katastrofa to splot okoliczności wywołany przez padający długo mokry śnieg - mówi Małgorzata Wojciechowicz z Prokuratury Okręgowej w Szczecinie.

Piotr Jasina 10 kwietnia 2008