Bez pieniędzy, paszportu i pracy

 

"Anglia. Sortowanie odzieży, budowa. Legalna praca". Takie ogłoszenie znalazła w lokalnej gazecie pani Teresa.

- Mam 50 lat i żadnej pracy ani zasiłku. Wcześniej pracowałam w szpitalu. Ludzi pozwalniano. Jeszcze musiałam się sądzić o zaległe pensje. Mąż też nie pracował. Pomyślałam, że ta oferta to coś dla nas - mówi pani Teresa. - Pracą zainteresował się także nasz kuzyn.

Pani Teresa zadzwoniła pod numer wskazany w ogłoszeniu. Odebrał mężczyzna, który przedstawił się jako pośrednik. Mówił, że ma na imię Marek. Pani Teresa usłyszała, że razem z mężem będzie pakować dresy do kartonów w fabryce pod Londynem. Kuzyn miał być zatrudniony na budowie. Pracowaliby przez pięć dni w tygodniu po 10 godzin. Pani Teresa z mężem mieli zrobić zdjęcia i ksero paszportu oraz przygotować 250 funtów na szkolenie bhp, kartę pracy i stancję.

Nasza Czytelniczka wzięła ostatnie swoje pieniądze. Zapożyczyła się też u rodziców. 7 czerwca razem z mężem i kuzynem wsiadła do autokaru jadącego do Londynu.

 

Kulturalne przyjęcie

Po 25 godzinach jazdy cała trójka wysiadła na dworcu w Londynie. Pani Teresa wysłała pośrednikowi smsa. Napisała w nim jak wygląda. Czekali godzinę. W końcu zjawił się mężczyzna, który przedstawił się jako Marek. Powiedział, że jadą na stancję za Londyn, bo tam mieszkania są tańsze. Wsiedli do nissana.

- Podczas jazdy pan Marek miło z nami rozmawiał. Potem dostałam telefon od mężczyzny, który twierdził, że reprezentuje fabrykę, w której mamy pracować. Pytał, jak się nam jechało, czy pan Marek jest dla nas uprzejmy. No po prostu kultura - mówi pani Teresa.


Coś nie grało

Przyjechali do miejscowości pod Londynem. samochód zatrzymał się przed okazałym domem. Usłyszeli, że w nim zamieszkają. Wkrótce zjawiło się dwóch Polaków. Powiedzieli, że też są pośrednikami. Gdy pani Teresa zapytała ich, gdzie będzie mieszkać, wskazali jej inny, mniej okazały budynek.

- Coś zaczęło mi nie grać - opowiada nasza Czytelniczka.- Kazali nam wsiąść do wozu. W środku siedział pan Marek. A ci dwaj zasłaniali wyjście.

Pani Teresa i jej towarzysze dostali druki firmy, w której mieli pracować. Pośrednik zabrał zaś ksero paszportów i 250 funtów.

- Pytali, czy mamy jeszcze jakieś pieniądze. Ale się nie przyznałam - mówi pani Teresa. - Chcieli też, by dać im paszporty. Wtedy im powiedziałam, że mają przecież ich ksero, to odpuścili.

Pośrednicy powiedzieli, że następnego dnia o godz. 10 zabiorą całą trójkę do firmy. Pierwszy z pośredników odjechał. Dwaj pozostali powiedzieli, że idą po klucze do stancji.


Telefon milczał

Pani Teresa do dziś nie może zapomnieć tamtej chwili.

- Dwaj pośrednicy weszli do pobliskiego parku i dosłownie się rozpłynęli. Mąż z kuzynem pobiegli za nimi. A tu nic. Staliśmy na ulicy przed cudzym domem i jeszcze do nas nie docierało, że nas oszukano - mówi kobieta.

Zgłosili się na policję. Stamtąd zadzwonili na komórkę pana Marka. Telefon milczał. Dopiero gdy pani Teresa zadzwoniła z własnego telefonu, pan Marek na chwilę się odezwał.


Zbierają na bilet

Dzięki pomocy Polaków pani Teresie udało się znaleźć nocleg. Od rodaków dowiedziała się też, że takie sytuacje w Londynie to niemal codzienność.

- Wielu ludziom zabierają paszporty, pieniądze, cały bagaż. Polski ksiądz opowiadał o 23-letniej dziewczynie, która została w tym, co miała na sobie. Ksiądz nocował ją przez 3 tygodnie na materacu - mówi pani Teresa. - Przychodzą 20-30-latki, głodne i brudne, bo wywieziono je na jakieś odludzie. Proszą o chleb, miejsce do spania. Żeby zarobić na bilet do Polski, zbierają pomidory za 3 funty na godzinę.

Przebywając w Londynie nasza Czytelniczka słyszała wiele podobnych historii. Młodemu mężczyźnie obiecywano pracę. Po tym, jak go oszukano, chciał się powiesić. W kraju zostawił dziecko i żonę.

- Mój mąż i kuzyn do dziś są w szoku. Nie chcą o tym mówić - dodaje pani Teresa.
Obiecałam rodakom

Większość oszukanych po powrocie do Polski nie zgłasza się na policję. Dlatego trudno mówić o skali tego procederu.

Pani Teresa postanowiła nam opowiedzieć o swoim nieszczęściu, bo obiecała to swoim rodakom w Londynie.

- Chcę ludzi ostrzec przed takimi pośrednikami, bo potem są wielkie tragedie. Oszuści działają pewno nadal. Wystarczy, że zmienią numer telefonu.


WARTO WIEDZIEĆ:

- sprawdź pośrednika
- nigdy nie oddawaj nikomu swego paszportu
- nie chwal się, że masz pieniądze
- w ubraniu, w którym jedziesz, warto mieć doszytą ukrytą kieszonkę na pieniądze
- zapisz ważniejsze adresy i telefony
- pilnuj bagażu
- lepiej pracować w firmie, w której pracował już ktoś znajomy


Anna Miszczyk, 24 czerwca 2006 r.