Ostrożnie z pracą za granicą w sezonie letnim !
Sezon letni zbliża się powoli ... poszukiwanie pracy sezonowej ... może za granicą?.. może gdzieś na plantacjach, przy zbiorze owoców ... ? Ostatnio Włochy  “w modzie” ... podobno ktoś tam już był, podobno dobrze zarobił ... i jeszcze przy okazji sporo zwiedził ! może i ja bym...

UWAGA !!! Tylko nie to ! tylko nie Włochy !!!

Zanim zdecydujesz się pojechać, zanim zainwestujesz w podróż ostatnie grosze, albo wręcz zadłużysz się by wyjechać i zarobić z nadzieją na dobry zarobek zastanów się dobrze ... bo ...w ciągu ostatnich dwóch lat w bardzo wielu przypadkach ludzie zostali nabici w butelkę.

Albo nie było w ogóle obiecanej pracy, albo zostali wywiezieni po kilkaset kilometrów na drugi koniec Włoch, gdzie musieli w pocie czoła i niewolniczych wręcz warunkach pracować na odległych od “Swiata” plantacjach.

Później okazywało się jeszcze że pracowali za darmo, bo ... koszty ich kwaterunku przewyższały “dobre zarobki”. Na miejscu bowiem okazywało się że : w rzeczywistości stawka godzinna była nawet 10-krotnie (!) niższa od uprzednio ustalonej z naszym pośrednikiem w Polsce ... i to jeszcze nie wszystko ...

Do najbliższej budki telefonicznej - bagatela - 40km.  Plantacja oddalona od najbliższej miejscowości o 60km. Pustkowie. Tylko plantacja ogrodzona 3 metrową siatką ogrodzeniową zakończona drutem kolczastym. Nocleg : w namiotach uprzednio wypożyczonych ... Opłata za namiot (od osoby na dzień) 80% dziennego zarobku.

Ubikacja : pod gołym niebem, woda bieżąca ... ze studni.   12 godzinny dzień pracy ... niby “na godziny” - w rzeczywistości w akordzie.  Wyżywienie : ... na własną rękę ... (Bogu dzięki rosły tam również pomidory i ogórki).

Dogadać się można było tylko po włosku ... więc nie dogadał się. Wracając do zarobków ... dziwnym systemem - działającym wbrew regułom matematycznym - człowiek pracował  i zamiast być “na plus”  miał ciągle dług u pracodawcy ... koszty kwaterunku/utrzymania przewyższały zarobki (?!). To z kolei wykluczało/uniemożliwiało porzucenie pracy i powrót.

Bez własnego środka lokomocji i kontaktu ze “Światem” nie było to możliwe. Po za tym człowiek znajdował się pod ciągłą skrupulatną obserwacją pracodawców ... na noc 3 metrowa brama           (z drutem kolczastym na górze) była zamykana na łańcuch z kłódką ... żeby się nikt nie włamał, albo ... nie uciekł.

Czasem już na początku takiej “przygody z plantacją” odbierano pracownikom zapobiegawczo paszporty. No i w sumie tylko ten kto miał troskliwie dociekliwą rodzinę w Polsce i dużo szczęścia że go jakoś odnaleziono - wydostawał się z tego po kilku tygodniach. Najczęściej rodzina w Polsce musiała zadłużać się po uszy i pokonywać na własną rękę kilka tysięcy kilometrów samochodem by odebrać zaginiona osobę.

Bardzo często lokalizacja/odnalezienie zaginionych  nagle bliskich było możliwe tylko przy pomocy wynajętego specjalisty ... detektywa, którego też trzeba było słono opłacić. A pomoc Polskiego Konsulatu we Włoszech ? ... pozostawiam bez komentarza ... nie wierzmy w cuda ...   (WW)

Źródło: http://www.dobrodzien.com