<%@ Language=JavaScript %> Sprzedali ich z mieszkaniem

 

Sprzedali ich z mieszkaniem

 
Kliknij, aby powiękrzyć
Kilka tygodni temu pracownicy nowego właściciela zamknęli Bielawskim dostęp do piwnicy, w której trzymali warzywa na zimę. Teraz, gdy Bielawscy otwierają drzwi do piwnicy, widzą drugą parę drzwi blokujących wejście.

Fundusz Wczasów Pracowniczych w Międzyzdrojach sprzedał budynek razem z mieszkającym w nim od lat starszym małżeństwem. Teraz nowy właściciel chce pozbyć się lokatorów.

- W życiu nie sądziłem, że spotka mnie coś takiego - mówi Stanisław Bielawski. - I to za tyle lat, które poświęciłem tej firmie.

Państwo Stanisława i Stanisław Bielawscy od pięćdziesięciu lat mieszkają w piętrowym pensjonacie przy ul. Bohaterów Warszawy. Poniemiecki dom leży w centrum miasta, naprzeciw promenady. W latach 50. nieruchomość była siedzibą komitetu PZPR. Potem obiekt stał się własnością Funduszu Wczasów Pracowniczych. Bielawscy zamieszkali tu, gdyż pan Stanisław był pracownikiem FWP. Teraz oboje są na emeryturze. Ich miesięczny dochód to niecały tysiąc złotych.

- Pół życia byłem związany z tą firmą i teraz tak mi odpłacili. To niesprawiedliwe i nieuczciwe - dodaje.

Także pani Stanisława była sezonowym pracownikiem FWP.
Kłopoty zaczęły się kilka lat temu. Na piętrze kamienicy zamieszkał były już prezes międzyzdrojskiego FWP.

- Wtedy fundusz wyremontował panu dyrektorowi mieszkanie, wymienił okna na energooszczędne, ocieplił. Ale na inwestycjach w pierwsze piętro się skończyło. Nam nie pomogli nic - mówi pani Stanisława.

Efekty zaniedbań widać na ścianach mieszkania Bielawskich. Wilgoć i grzyb są wszędzie. Odpada tynk z sufitu. Z niewiadomych przyczyn kilka lat temu Fundusz usunął z mieszkania komin wentylacyjny. Od tej pory staruszkowie grzeją za pomocą przenośnych grzejników. Okna uszczelniają taśmą przylepną. W dzień temperatura w mieszkaniu wynosi 12-16 stopni. Wieczorami Bielawscy oglądają telewizję ubrani w kurtki i przykryci kocami.

 

Lojalni drugiej kategorii

Uważają, że są traktowani jak ludzie drugiej kategorii.

- Przez całe życie na czas płaciliśmy rachunki za mieszkanie, wodę i prąd. Nie mieliśmy żadnych zaległości. A Fundusz traktuje nas jak ludzi trędowatych - mówią.

Próbowali wykupić mieszkanie na własność (mieszkanie było służbowe). Ale Fundusz nie wyraził zgody.

Choć, że byli tak traktowani przez FWP, uratowali kamienicę przed ruiną. Było to kilka lat temu, gdy na piętrze domu pękła rura wodna.

- Zalewało całe pierwsze piętro. Gdybym nie zawiadomił o tym Funduszu, mieszkanie zostałoby zniszczone przez wodę, a nas musieliby przenieść do innego. Ale postanowiłem być człowiekiem, mimo, że FWP nas tak traktuje - opowiada Stanisław Bielawski.

 

Sprzedani z mieszkaniem

Ostateczny cios spadł na nich w sierpniu ub. roku. FWP sprzedał mieszkanie wraz z Bielawskimi. Gdy małżonowie czytali akt notarialny, płakali. Notariusz napisał w nim, że kamienica przechodzi na własność razem z mieszkającymi w nim ludźmi.

- Poczuliśmy się jak zwierzęta, których nikt o zdanie nie pyta - opowiadają Bielawscy.

Pensjonat kupił Sebastian Robaczyński, biznesmen spod Słupska. Chce tu zrobić pokoje dla wczasowiczów.

- Początkowo ten pan był bardzo miły. Opowiadał, że załatwi wszystko, abyśmy się przenieśli do innego mieszkania. Potem stracił cierpliwość - dodaje Bielawska.
Robaczyński zaprzecza.

- Jeśli straciłem cierpliwość to dlatego, że Bielawscy nie przyjmują żadnych argumentów. Zaproponowałem im dwa inne mieszkania, ale odmówili, bo stwierdzili, że się na nadają. Gdy zaproponowałem, że pomogę im sfinansować remont, zaczęli mnożyć żądania - tłumaczy. - Nie mogę przystać na taki szantaż.

Bielawcy twierdzą, że zastępcze lokale nie nadają się do zamieszkania.

- To były dwa pokoje-klitki, w których ledwo mieściło się łóżko. A z korytarza mieliśmy sobie zrobić łazienkę. Te warunki urągały ludzkiej godności - twierdzi Stanisława Bielawska. - Chętnie się wyprowadzimy, ale nie możemy mieszkać w czymś, co przypomina norę.

 

Fundusz odrzuca zarzuty

FWP odrzuca zarzuty, że źle potraktował Bielawskich.

- Proponowaliśmy im zastępcze mieszkania, ale odmówili. Standard rzeczywiście nie jest w nich najlepszych, ale nic lepszego nie mamy - twierdzi Alicja Hoffa Z Funduszu Wczasów Pracowniczych. - Bielawscy w ogóle nie kontaktują się z nami. Gdyby przyszli, prezes na pewno chętnie z nimi porozmawia. Na pewno nie chcemy zrobić im krzywdy.

Prezes międzyzdrojskiego FWP jest na urlopie. Do pracy wróci 1 marca.

Oburzenia sprawą nie kryje burmistrz Międzyzdrojów.

- Znamy dobrze przypadek państwa Bielawskich. Niestety, to nie pierwszy przypadek, gdy Fundusz tak nieelegancko zachował się w stosunku do lokatorów - mówi Henryk Jabłoński. - Jako gmina niewiele możemy pomóc. Spór toczy się obecnie między Bielawskimi a nowym właścicielem. My nie mamy mieszkania, do którego mogliby się przeprowadzić .



Mariusz Parkitny, 18 lutego 2005 r.