<%@ Language=JavaScript %> Prąd się ślimaczy

 

Prąd się ślimaczy

 
Kliknij, aby powiękrzyć
Ostatnia rozprawa została przerwana do 28 października.
Fot:
Marcin Bielecki

Wbrew wcześniejszym informacjom, we wtorek nie zapadł wyrok w sprawie kradzieży prądu przez byłych i obecnych pracowników Zakładu Energetycznego w Międzyzdrojach.

Mało tego, nawet prowadzący rozprawę sędzia nie potrafi powiedzieć, jak długo potrwa jeszcze proces.

Cała sprawa została ujawniona na początku 2002 roku po dokładnym sprawdzeniu licznika, który wymieniono w mieszkaniu jednego z pracowników ZE. Okazało się, że faktyczny stan licznika jest znacznie wyższy, niż ten odnotowany w zakładowych dokumentach.

 

Prawie połowa pracowników

Szybko okazało się też, że takich liczników jest znacznie więcej. Pracownicy, prawdopodobnie dla zatuszowania kradzieży, zaczęli wymieniać liczniki. Na próżno.

Ustalono, że niemal połowa pracowników międzyzdrojskiej energetyki przez lata podawała zaniżone stany swoich liczników. Fałszowanie faktycznego zużycia prądu było możliwe, bo liczniki nie były rzetelnie kontrolowane, a pracownicy sami podawali ich stan do dokumentacji.

Zakład stracił na tym procederze co najmniej 800 tys. złotych.
W sumie oskarżono 56 obecnych i już byłych pracowników energetyki. Wśród nich jest obecny burmistrz Międzyzdrojów, a kiedyś dyrektor międzyzdrojskiej energetyki.

 

Na początku szło gładko

W połowie ubiegłego roku, 21 oskarżonych przyznało się do winy i poddało ukaraniu bez procesu. Dostali niewielkie wyroki w zawieszeniu i musieli spłacić dług wobec energetyki.

Proces pozostałych (35 osób, w tym burmistrza) rozpoczął się przed Sądem Rejonowym w Świnoujściu jesienią 2003 roku. Za niedopełnienie obowiązków grozi im kara od 3 miesięcy do 5 lat pozbawienia wolności, a za finansowe oszustwo od pół roku do 8 lat.

Początkowo proces toczył się dość sprawnie, jak na taką liczbę oskarżonych. Większość świadków potwierdzała, że oszustwo miało miejsce. Mało tego, twierdzili, że sprawa była typową tak zwaną tajemnicą poliszynela, bo wiedziało o niej wiele osób, ale nikt nie mówił głośno.

W maju tego roku prokurator rejonowy twierdził, że sprawa powoli dobiega końca i niewykluczone, że jeszcze w lipcu zapadnie wyrok.

 

Ani dziś, ani jutro

Tak się jednak nie stało. Przed sądem odbywały się kolejne rozprawy, pojawiały się nowe okoliczności i nowi świadkowie.
Wszystko wyglądało na to, że we wtorek w końcu zapadnie wyrok.

Przygotowany na to był również sąd.

- Mieliśmy wysłuchać końcowych oświadczeń obu stron i wydać wyrok - powiedział wczoraj sędzia Janusz Marciniak. - Ale obrońcy złożyli wnioski o przesłuchanie jeszcze dwóch świadków i zostały one przyjęte. W związku z tym, rozprawa została przerwana do 28 października.

Dodał również, że nie potrafi w tej chwili powiedzieć, kiedy można spodziewać się zakończenia sprawy.

- Wszystko zależy od tego, czy nie pojawią się kolejne wnioski, które sąd będzie musiał uznać. Każdy taki wniosek przedłuża proces - stwierdził sędzia Marciniak.


Hanka Lachowska, 1 października 2004 r.