Molo bez statków

 
Kliknij, aby powiękrzyć
Wątpliwości budzi również to, jak wygląda końcówka mola. Czterysta metrów w głąb morza, gdzie wiatr jest o wiele silniejszy niż na lądzie, nie ma już żadnych zabezpieczeń. Rodzice kurczowo trzymają dzieci, a niektórzy boją się w ogóle tu dochodzić.
Fot:
Krzysztof Flasiński

Otwarte z wielką pompą molo w Międzyzdrojach jest bezużyteczne dla turystycznej floty. Nie mogą do niego przypływać statki, a uruchomienie przejścia granicznego oddala się coraz bardziej.

Molo wita gości wielkimi, ale przekreślonymi grubą, czerwoną kreską tablicami z cenami biletów na statki floty Adler-Schiffe. Obok równie duże tablice informują po polsku i niemiecku ewentualnych klientów: "Drodzy pasażerowie, jest nam ogromnie przykro, że musimy odwołać nasze rejsy ze względu na to, iż kontrola graniczna jest niemożliwa”.

Inwestorem jest Adler-Schiffe - niemiecki armator z siedzibą w miejscowości Westerland na wyspie Sylt. Budowa kosztowała dwa miliony euro i trwała pół roku. Poprzedziły ją jednak pięcioletnie zmagania z urzędnikami różnych szczebli. Od początku było jasne, że armator będzie chciał zarabiać na zlokalizowanej na końcu mola przystani dla statków. Teraz okazało się, że statki nie mogą tu przybijać.

- Wyszło na to, że zbudowaliśmy molo tylko dla spacerowiczów - przyznaje Zenon Klemczak, przedstawiciel Adler-Schiffe w Polsce.
Dlaczego do mola nie mogą zawijać statki? Wszyscy zapomnieli formalnie ustalić, że molo jest przystanią.


 


Krzysztof Flasiński, 20 kwietnia 2005 r.                  Zobacz więcej w   fotogaleri...