Oni nie boją się skręcić karku
 
- Nigdy nie zwracam na nich uwagi, ale wiem, że są na molo bardzo często - mówi pani Agnieszka z kawiarni na molo. - Dla mnie to czysta głupota. Przecież skoki z takich wysokości to nie żarty.

Grupa siedmiu nastolatków z Międzyzdrojów znalazła niebezpieczny sposób na spędzanie wolnego czasu, skaczą z molo na piasek. To nasza pasja - mówią robiąc salta z 6-metrowej betonowej konstrukcji.

Jest piątek, godzina 13. Siedmiu chłopców skacze z mola na ubity piasek. Mają od 13 do 16 lat. Przechodzą przez barierkę i rzucają się w dół. Ten, któremu uda się zrobić salto do tyłu, dostaje największe brawa. Obok przechodzą spacerowicze, którzy ze strachem w oczach obserwują niebezpieczna zabawę.

- Złamiesz sobie kręgosłup! Zejdź! - woła pan Stanisław z Bytomia. - Przecież możesz zginąć!

14-letni Dawid schodzi z poręczy. Po kilku minutach znowu przygotowuje się do skoku.


Wszystko przez Yamakasi

Najczęściej skaczą z molo, z wysokich drzew i budynków. Wchodzą na place budowy lub opuszczone ruiny. Nie mają lęku wysokości, czy strachu przed upadkiem na beton, bo jak twierdzą, to tylko rodzaj sportu.

- To jest nasza dyscyplina sportu - mówią chłopcy. - Tak, jak Yamakasi. Chcemy umieć to, co oni. Po obejrzeniu tego filmu w telewizji postanowiliśmy zacząć ćwiczyć.

Młodzi ludzie z Międzyzdrojów utożsamiają się z siedmioma chłopcami z francuskiego przedmieścia. Miasto stało się ich stadionem sportowym, na którym ćwiczą umiejętności rodem z komiksu o Spidermanie. Niestety w prawdziwym życiu nie wszystkie skoki się udają i trudno uniknąć kontuzji.

- Wypadki się zdarzają - mówi 15-letni Marcin. - Kiedyś złamałem sobie rękę, jak skakałem z drzewa. Gdy tylko ściągnęli mi gips, wróciłem do treningów. Zacząłem wchodzić na wyższe drzewa.
Skoki w tajemnicy

Chłopcy ćwiczą skoki już od kilku miesięcy. O tym, co robią nie wiedzą ani ich rodzice, ani nauczyciele w szkole. Kilka razy zostali złapani przez policjantów, ale po spisaniu danych, chłopcy wrócili do niebezpiecznej zabawy.

- Nikt nas z mola nie goni, a policja tylko spisuje nazwiska - mówi 13-letni Paweł. - Rodzice też nam nie bronią skakać, oczywiście tylko ci, którzy domyślają się, jaki sport uprawiamy. Czasami też turyści zwracają nam uwagę, ale tym się nie martwimy.

- Nie możemy dawać mandatów nieletnim - mówi oficer prasowy Komendy Powiatowej w Kamieniu Pomorskim kom. Leszek Biały. - W takich sytuacjach możemy jedynie zawiadomić rodziców dzieci. To wszystko.

Dyrekcja Gimnazjum Publicznego nr 1 w Międzyzdrojach nie ma pojęcia, co robią uczniowie szkoły. O wszystkim dowiedzieli się od redakcji "Głosu”.

- Do tej pory nie wiedzieliśmy, co się dzieje - przyznaje Elżbieta Rópniewska, wicedyrektor gimnazjum w Międzyzdrojach. - Policja też nas nie informowała. A to bardzo poważny problem, bo młodzież w tym wieku nie zdaje sobie sprawy, że naraża swoje życie i zdrowie. Niestety jedyne, co możemy zrobić, to zorganizować apel z dziećmi i pouczyć ich na jakie niebezpieczeństwo się narażają. Dużo też zależy od rodziców tych chłopców, ale nie sądzę, że robią to za ich przyzwoleniem.


Nic nie można zrobić

Burmistrz Międzyzdrojów Henryk Jabłoński już nie raz widział dzieci skaczące z mola, ale nie może nic zrobić w tej sprawie.

- Widziałem jak skaczą z dużych wysokości - przyznaje burmistrz. - To kompletny brak rozsądku. Skok z ponad 4 metrów porównywalny jest ze skokiem na spadochronie. Ale my nic nie możemy zrobić. Nad bezpieczeństwem tych terenów powinna czuwać spółka Adler Shiffe.

Spółka Adler Shiffe, która sprawuje nadzór nad molem obiecuje, że postawi tablice zakazujące przechodzenia przez barierki i skoków, ale nikt z pracowników nie wierzy, że takie zabezpieczenia pomogą.

- Jeżeli ktoś chce skakać z molo, to będzie skakać! - twierdzi Michał Niedźwiecki z Adler Shiffe. - Nie jesteśmy w stanie pilnować całego molo przez okrągłą dobę. To są miejsca ogólnodostępne dla wszystkich. Możemy tam postawić tablice z zakazami, ale mam wątpliwości, co do ich skuteczności. W razie wypadku jesteśmy ubezpieczeni, ale nie wiem, czy ubezpieczenie obejmuje takie zachowania.



Katarzyna Gawle, 9 grudnia 2005 r.