Drakońskie opłaty za handel

 

590 złotych dziennie - aż tyle będą musiały płacić miastu osoby, chcące handlować w najbardziej atrakcyjnych miejscach miasta. To o sto procent więcej niż gdzie indziej.

Pomysły na handel w tzw. pierwszej strefie były początkowo dwa. Obie niekorzystne dla ludzi. Pierwszy zakazywał handlu w tych miejscach w ogóle. Ostatecznie, tuż przed sesją burmistrz wycofał się jednak z niego w obawie przed konsekwencjami prawnymi.

Przedstawił za to radnym drugi pomysł, czyli drakońskie opłaty za możliwość handlu w najatrakcyjniejszych miejscach Międzyzdrojów. Rada przegłosowała uchwałę. Ustalona stawka ma obowiązywać przez cały rok, bez względu na zajmowaną powierzchnię i właściciela terenu. W praktyce nowe opłaty będą obowiązywać od przyszłego sezonu letniego, bo właśnie wtedy jest najwięcej różnego rodzaju stoisk handlowych.

- Tegoroczne lato dobiega już końca, a przyjęta przez radnych uchwała musi być jeszcze ogłoszona w dzienniku urzędowym wojewody - powiedział Marian Matysiak, sekretarz urzędu miejskiego.

Ci, którzy handlują w pierwszej strefie w tym roku mówią, że może ona całkowicie zlikwidować handel w tych miejscach.

- To jest haracz, którego nikt nie wytrzyma. Międzyzdroje staną się pustynią, bo nikt nie przyjedzie do miasta, gdzie nie można nic kupić w centrum - powiedział Roman Janczewski, który sprzedaje pamiątki i wyroby z bursztynu,

- Czy takie stawki, to popieranie przedsiębiorczości?! Nie tylko, że sam będę prowadził działalności, to jeszcze nie dam nikomu zatrudnienia - dodał Krzysztof Andrearczyk z punktu foto-pamiątki.



Marian Klasik, 31 sierpnia 2005 r.