Znowu afera wokół Bungalowu - Diabeł tkwi w kosztorysach
 

Wiceprezes międzyzdrojskiej spółki Bungalow "wyprowadził" z własnej firmy ponad 740 tys. złotych uważa prokuratura. Pieniądze miały trafić do niego dzięki umieszczeniu nieprawdziwych danych w kilku kosztorysach dotyczących budowy jednego z apartamentowców w Międzyzdrojach.

O działalności międzyzdrojskiej spółki Bungalow "Kurier"informował już wielokrotnie. Tym razem chodzi o budowę w latach 1995-96 jednego z luksusowych wieżowców w centrum miasta, przy ulicy Marii Curie-Skłodowskiej. Jego wykonawcą była właśnie spółka Bungalow, ale generalne wykonawstwo budynku powierzyła firmie należącej do ówczesnego wiceprezesa, czyli Andrzeja M.
Wieżowiec był odbierany przez Bungalow w miarę postępu robót poszczególnymi poziomami.

Za tym szło wynagrodzenie dla generalnego wykonawcy. Wystawienie faktury poprzedzało przedłożenie przez Andrzeja M. kosztorysu powykonawczego, który był zatwierdzany m.in. przez inspektora nadzoru Tadeusza K. Dzięki temu do głównego wykonawcy prac Andrzeja M. miało wpłynąć ponad 740 tys. złotych z kasy Bungalowu. Prokuratura uważa, że te pieniądze mu się nie należały. Biegły powołany w tej sprawie ustalił, że Andrzej M. m.in. zawyżał obmiary wykonanych robót, wpisywał do kosztorysów materiały budowlane inne od faktycznie użytych oraz zawyżał ich ceny.                                                                                                                                   Okazało się także, że Andrzej K. zatrudnił również jedną z firm jako podwykonawcę. Po pewnym czasie przestał jej płacić. Wtedy właściciel spółki oddał sprawę do sądu, ale jednocześnie poinformował prezesa Bungalowu o manipulacjach przy kosztorysach jakich, dokonywał jego wspólnik.
Teraz Prokuratura Rejonowa w Świnoujściu oskarżyła Andrzeja M. o zamieszczenie nieprawdziwych danych w ośmiu kosztorysach powykonawczych, a inspektora nadzoru prac Tadeusza K. o zatwierdzenie tej dokumentacji, a tym samym udzielenie pomocy wiceprezesowi Bungalowu w uzyskaniu pieniędzy.                                                                                     Inspektor nie przyznał się, ale w trakcie śledztwa twierdził, że miał świadomość zawyżania kosztorysów przez wiceprezesa. Jednak w jego ocenie proceder ten miał być uzgodniony między Andrzejem M. i prezesem spółki, jako jej właścicielami. Zdaniem inspektora firma miała regulować w ten sposób wystawione na nią faktury. A on sam nie mógł nic zrobić wiceprezes Bungalowu był jego pracodawcą.

Andrzej M. również się nie przyznał i podważył zeznania inspektora nadzoru oraz wyliczenia biegłego. Obu grozi od roku do dziesięciu lat więzienia.

 (D.Staniewski)