Rybacy zablokują porty?
 

Rybacy ostrzegają, że w przypadku braku pieniędzy za przymusowy postój w porcie w czasie okresu ochronnego dorsza, zablokują porty na Bałtyku i szlaki żeglugowe. Nie wykluczają też „zajęcia” dróg krajowych.

Problem powtarza się od dwóch lat, czyli od momentu wejścia Polski do Unii. Urzędnicy rozkładają ręce i mówią - kasy brak. Z kolei łowcy żądaj rekompensat i straszą sankcjami.

Okres ochronny dorszy na Bałtyku będzie w tym roku wyjątkowo długi. Potrwa od 15 czerwca do 14 września włącznie. To ponad 90 dni przymusowego postoju kutrów w portach, bezczynności rybaków, a tym samym braku pieniędzy. Związki rybackie tracą cierpliwość, a rybacy pieklą się ile wlezie. - Ubożejemy z dnia na dzień. Mamy rodziny, zatrudniamy ludzi, oni też mają żony i dzieci - denerwuje się Grzegorz Hałubek, szef Związku Rybaków Polskich. - W zeszłym roku zamierzaliśmy blokować porty, to obiecano nam odszkodowania. Z obietnic nic jednak nie wyszło. Teraz nie damy się oszukać.

Nie ma się co dziwić wzburzeniu rybaków, skoro ich koledzy z innych państw nadbałtyckich, nie dość że odpoczywają całe lato, to za ten odpoczynek dostają godne pieniądze. - Oni mogą, my nie - denerwuje się Hałubek. - Duńczyk kasuje dziennie 727 euro, Niemiec 620 euro, Fin 470 euro, Szwed 400 euro, a Litwin 280 euro. To w przeliczeniu na złotówki ogromne pieniądze. Można wyremontować łajbę, kupić nowy osprzęt, zapłacić ludziom i ZUS-owi.

Co ciekawe, pieniądze na odszkodowania nie pochodzą tylko z dopłat rządowych. Dotacje przekazują również lokalne samorządy i tzw. ubezpieczyciele społeczni.
W Departamencie Rybołówstwa zapewniają, że będą rozmowy z rybakami. - Mamy pieniądze na odszkodowania za postoje w portach w niedziele i święta - przekonuje dyrektor Grzegorz Łukasiewicz. - Proponujemy od 9 do 27 tysięcy złotych, w zależności od wielkości jednostki. Niestety, o odszkodowaniach za okres ochronny ciężko jak na razie mówić.

Zdaniem rybaków, kasa tylko za weekendy nie rozwiązuje problemu. - Mało tego. Wiemy od naszych ludzi, że w ministerstwie nie ma tych pieniędzy - donoszą rybacy. - Wszyscy tam siedzą cichutko i myślą, że my zapomnimy. Nie zapomnimy. Jak walczyć o swoje pokazali nam górnicy i medycy. Tylko, czy nie można sprawy załatwić w sposób cywilizowany?

Sami łowcy wiedzą, jak znaleźć pieniądze na odszkodowania. Twierdzą, że odpowiednie rezerwy znajdują się w ministerstwie. Rozmawiali już nawet o tym z Rafałem Wiecheckim, nowym ministrem gospodarki morskiej. - Minister obiecał pomóc i rozwiązać problem po naszej myśli. Inaczej będzie źle - kończy Grzegorz Hałubek.



włod, 3 czerwca 2006 r.